logotyp


„Dom, który zbudował Jack” czyli twórcza destrukcja


Główny bohater, Jack (Matt Dillon) to inżynier i seryjny morderca z silnymi pedantycznymi nawykami. Zanim na dobre opuści miejsce zbrodni czuje przymus wielokrotnego sprawdzania czy zatarł ślady zabójstwa. W międzyczasie około dwunastoletniej kariery morderca snuje plany zbudowania idealnego domu, perfekcyjnego w każdym calu dzieła sztuki. Główną przeszkodą w realizacji tego marzenia jest brak odpowiedniego materiału.
Jako dziecko nasz bohater lubił leżeć na łące, patrzeć na ścinaną kosami trawę i męczyć małe zwierzątka. Tak wówczas, jak i w dorosłości, zgodnie z atrybucjami prawdziwego psychopaty, zbrodnie Jacka są niczym motywowane. Działa dosyć chaotycznie, a jego ofiarami są przypadkowe osoby. Główny bohater jak i reżyser zdają się uciekać od wszelkich prób znalezienia genezy morderczych skłonności. Kiedy jedna z postaci próbuje usprawiedliwić postępowanie Jacka pragnieniem bliskości, ten ją wyśmiewa. Bohater napędzany jest bowiem niepohamowaną chęcią destrukcji, w której doszukuje się aktu tworzenia.
W świecie przedstawionym przez Larsa von Triera pedantyczny Jack, pomimo nerwicy natręctw i nieudolności, zdaje się jedyną inteligentną osobą. Jego ofiary wręcz zasługują na śmierć ze względu na irytujący charakter, poddawaną w wątpliwość inteligencję czy nadmierną ufność. Zazwyczaj są to kobiety. Prezentowanie pań jako ofiar wiąże się z manipulacją naszą nieświadomością i czynieniem z mężczyzn widzów aktywnych, z kobiet zaś – biernych. Trudno nie zauważyć uproszczenia świata przedstawionego i spłycenia charakterystyk postaci drugoplanowych, definiowanych zazwyczaj jedną, negatywna cechą charakteru. Brakuje też bardziej dogłębnego spojrzenia na tożsamość mordercy, jego pobudek czy motywacji.
Po obejrzeniu powyższego filmu nasuwa się więc pytanie, gdzie przebiega granica między sztuką a tanią prowokacją? Wydaje się, że tym razem von Trier nie powiedział nic ważnego o kulturze jak i naturze człowieczeństwa – powiedział za to na tyle głośno, aby każdy zauważył.

źródło grafiki: film.interia.pl

RECENZJA: „Green Book”

 

Stereotypy, uprzedzenia, przyjaźń, muzyka lat 60. XX wieku, momenty śmiechu i wzruszenia, znakomita gra aktorska głównych bohaterów – czas na recenzję tegorocznego laureata Oscara w kategorii najlepszy film, czyli przed wami słów kilka o filmie „Green Book”!

 

Dynamiczna akcja, muzyka, przy której trudno powstrzymać się od tupania nogą w jej rytm, tajemniczy nastrój – reżyser postarał się, by od samego początku przyciągnąć uwagę i zaintrygować widzów. W pierwszych scenach  poznajemy jednego z głównych bohaterów. Tony Vallelonga to kwintesencja nowojorskiego wychowania połączonego z włoskimi korzeniami – temperamentny i mówiący wprost, nieprzebierający w słowach mężczyzna, który mówi to, co myśli i  nie dba o elegancję w sposobie wysławiania się.  Jego siłę zna wielu, ale to również kochający mąż i ojciec dwójki dzieci. W obliczu trudnej sytuacji finansowej zostaje szoferem  cenionego, ciemnoskórego pianisty Dona Shirleya – jego osobowościowego przeciwieństwa – eleganckiego, przestrzegającego zasad savoir-vivre’u. I choć na początku właśnie fakt koloru skóry doktora Shirleya odpycha Tony’ego, ostatecznie wyruszają razem w ośmiotygodniową trasę w głąb Ameryki, gdzie w wielu miejscach osoby o odmiennym kolorze skóry od białego są powszechnie dyskryminowane.

 

W ten sposób reżyser porusza temat uprzedzeń. W jednej ze swoich książek Bogdan Wojciszke przedstawia uprzedzenia jako „negatywny stosunek do członków danej grupy utrzymywany z tego powodu, że są jej członkami”. W filmie ukazana zostaje jedna z najczęstszych postaci uprzedzeń, jaką jest rasizm. Warto jednak zwrócić uwagę, że ten film pokazuje ten problem głębiej poprzez osobę, która wybiła się spośród swojej grupy. Kilka scen potwierdza to, co mówi nauka o uprzedzeniach jako negatywnym  stosunku emocjonalnym, który powoduje dyskryminację, która to przejawia się w konkretnych zachowaniach, jak na przykład początkowej pogardzie Tony’ego czy wielu ograniczeniach w kilku stanach odwiedzanych przez bohaterów podczas trasy koncertowej.

 

 

Ważny jest też wątek samotności. Reżyser kontrastowo podkreśla, jak różne są historie życia rozwiedzionego muzyka, któremu codziennie wieczorem towarzyszy alkohol i Tony’ego, którego rodzina we włoskim stylu trzyma się razem, okazując sobie uczucia. Przedstawiona historia pokazuje, że mimo że w życiu  każdego człowieka wiele jest wiele różnych trudnych sytuacji, to zawsze jest nadzieja na momenty radości, jeśli tylko zauważy się drugiego człowieka obok nas i da mu się szansę, by można było go poznać. Chociaż zjawisko zwane kategoryzacją społeczną pozwala nam funkcjonować w ogromie elementów rzeczywistości, to ważne jest, by  świadomie próbować nie kierować się stereotypami, a otwierać się na innych.

Wykorzystany motyw podróży symbolizuje zmianę w człowieku, jego poglądach, stopniowe dojrzewanie wraz z przemierzanym kilometrami. Tony i  Don wyruszają w długą drogę, podczas której każdy z nich zmierza się z tym, co w nich samych głęboko zakorzenione: swoją tożsamością, przekonaniami o sobie samych, drugim człowieku i innych grupach.

 

 

Cicha przyjaźń, która rodzi się między bohaterami, nie objawia się wybuchem emocji czy uznania,  ale porusza swoimi szczegółami: wzajemną wiarą w siebie, szacunkiem i świadomością, że – choć z trudem – jedna osoba robi coś dla drugiej, rezygnując z własnego uporu. To wzajemne poznawanie siebie nawzajem, swoich poglądów, wartości, a zarazem próba przyjęcia drugiego człowieka takim, jakim jest. Czy ten wspólnie spędzony czas wystarczy jednak, aby ostatecznie przełamać swoje opory, a ich przyjaźń nie wygaśnie wraz z zakończeniem trasy i powrotem do Nowego Jorku?

 

 

Znakomite kreacje bohaterów przez aktorów Viggo Mortensena i Mahershala Ali (który otrzymał Oscara w kategorii aktor drugoplanowy) są niewątpliwą zaletą tej pozycji. Kontrastowość, dialogi, ale przede wszystkim sposób ich zagrania przynosi wiele chwil wzruszenia i śmiechu, szczególnie gdy chodzi o gusta kulinarne czy naukę pisania romantycznych listów. Zwolennicy muzyki i kultury lat 60. XX wieku będą uradowani możliwością przeniesienia się w tamte lata.

 

Laureat trzech statuetek Oscara ma do zaproponowania o wiele więcej niż tylko bardzo konkretny, osobisty obraz uprzedzeń i budowania tożsamości siebie, również w kontekście grup, do których się należy.  Dlatego „Green Book” to film również o przełamywaniu siebie, poznawaniu drugiego człowieka, poszukiwaniu granic między byciem wiernym sobie a jednoczesnym otwieraniem się na kulturę i charakter spotkanego człowieka. Film składnia w ten sposób do refleksji nad własnym życiem i relacjami.  

Czy film zasłużył na Oscara? Ile widzów, tyle opinii, ale chyba wszyscy wychodzą  z sali kinowej z uśmiechem na twarzy i są zgodni wymienić przynajmniej jednym element, który zdobył ich serce. Dlatego z pewnością można stwierdzić, że to film warty polecenia, skłaniający do refleksji oraz bogaty w różnorodne sposoby przynoszenia widzom radości i większości nawet tych bardziej wymagających widzów przypadnie do gustu.

 

Źródła: Wojciszke, B. (2002).  Człowiek wśród ludzi. Warszawa: Scholar.

 

Źródło grafiki: https://www.google.com/search?q=green+book&client=ms-android-samsung&prmd=vin&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ved=2ahUKEwjH39T3-4ThAhUumIsKHfoUCPQQ_AUoAnoECAwQAg&biw=360&bih=559#imgdii=KISnQGhqAoPkLM:&imgrc=Hjw6FjQ-GrYLoM:

SKN „Dialog” ma przyjemność przedstawić recenzję książki „Umysł otwarty i zamknięty” Miltona Rokeacha. Jest to pierwsza nasza recenzja publikowana we współpracy z Wydawnictwem Naukowym PWN. 

UMYSŁ OTWARTY I ZAMKNIĘTY

Czy autorytaryzm nierozerwalnie wiąże się z jednym zestawem przekonań? Czy w obrębie tego samego zestawu przekonań funkcjonują ludzie bardziej „otwarci” i bardziej „zamknięciu”? Czy istnieje związek między tym, co uważamy, a tym, jak myślimy?

To tylko kilka z całego szeregu ważkich pytań, które stawia (i na które próbuje odpowiedzieć) psycholog społeczny Milton Rokeach w omawianej poniżej książce „Umysł otwarty i zamknięty” (PWN, 2018). Nie jest to nowy głos w dyskusji o naturze przekonań (wersja oryginalna ukazała się w 1960 roku), niekoniecznie jednak traci przez to na sile czy aktualności. 

Książka jest de facto poważną monografią dotyczącą systemów przekonań, napisana jest jednak bardzo przystępnie (w czym zapewne spory udział ma udany przekład autorstwa Pana Aleksandra Wojciechowskiego). Obcujemy więc z językiem żywym, ale przypominającym czasem - np. nielicznymi zwrotami typu "Murzyn" - że mamy do czynienia z tekstem kulturowo i społecznie osadzonym w pewnym stopniu w latach 60. ubiegłego stulecia. Pozostawienie tych nielicznych artefaktów, które dziś uznajemy za problematyczne, wydaje się o tyle uzasadnione, że wzbogaca książkę o dodatkowy kontekst pogłębiający interpretację stawianych w niej tez.

Część pierwsza to podwaliny teoretyczno-metodologiczne: autor przybliża pojęcie systemów przekonań, dzieląc je jednocześnie na otwarte i zamknięte (bardziej lub mniej podatne na zmiany). Wprowadza też pojęcie systemów przekonań negatywnych, czyli zbioru zestawów poglądów odmiennych od własnego systemu jednostki w stopniu określającym ich akceptowalność. Co interesujące, w ujęciu Rokeach’a systemy przekonań, w tym i tych negatywnych, niekoniecznie muszą, ale mogą być uporządkowane logicznie. Przykładem spójniejszego zestawu przekonań w ramach całościowego systemu może być przejęta z zewnątrz ideologia. 

W części pierwszej przedstawiono też dwa narzędzia, które będą wykorzystywane przy opisywanych dalej badaniach: Skala Dogmatyzmu (czyli trwałości całego systemu przekonań), oraz skala Opinii Bezkompromisowych (sprawdzająca stopień, w jakim kompatybilność poglądów innych ludzi wpływa na nasz stosunek do nich).

4 kolejne części to łącznie 17 rozdziałów dotyczycących badań empirycznych przeprowadzonych w celu weryfikacji założeń teoretycznych poczynionych przez autora. Szczegółowe omówienie każdego z nich wykracza poza zakres niniejszego tekstu, ale struktura rozdziałów empirycznych jest przejrzysta i pomyślana w taki sposób, by umożliwić czytelniczkom i czytelnikom dokładny wgląd w metodologię i przebieg omawianego badania, pozwalając jednocześnie osobie mniej zainteresowanej tymi aspektami na przeskoczenie do klarownego podsumowania wieńczącego każdy rozdział. 

Ostatnia, szósta część to podsumowanie całości - próba syntezy zaobserwowanych wniosków, zmierzenia się z ograniczeniami metodologicznymi i postawienia pytań badawczych na przyszłość. Na końcu, poza zwyczajową bibliografią, znajdziemy również Aneks zawierający kwestionariusze używane w omawianych badaniach empirycznych. 

Warto w tym miejscu wspomnieć o - zależnie od przyjętej perspektywy - najmocniejszym lub najsłabszym punkcie książki: autor podjął trud badania struktur systemów przekonań, celowo odsuwając na bok specyfikę wypełniających je treści czy kategorii. Zabieg taki wydawał mu się konieczny po to, by umożliwić swobodną eksplorację psychologicznych elementów wspólnych i różnych dla systemów przekonań dotyczących polityki, religii, filozofii czy nauki - kategorii nie istniejących na podstawowym poziomie psychologicznym i niejako na niego "nabudowanych".

Jest to również próba obiektywizacji naukowej zagadnień sztywności (zachowań, poglądów) czy dogmatyzmu (systemu przekonań) rozumianych jako wynik pewnego podejścia do przetwarzania rzeczywistości, obecnego się w różnych systemach przekonań i nie przypisanego wyłącznie do żadnego z nich. W świetle wspomnianych wcześniej artefaktów językowych można poddać w wątpliwość stopnień tej obiektywizacji, stawiając pytanie o to, czy nie jest to w praktyce emanacja systemu przekonań samego Rokeach’a - autor jest świadomy tego zarzutu i przyjmuje go z pokorą, zapewniając o swoich jak najlepszych intencjach, ale ostateczną ocenę pozostawiając jednak samym czytelnikom. Takie, a nie inne ujęcie tematu wydaje się w każdym razie uzasadnione o tyle, że przedmiotem zainteresowania jest tu psychologiczny wymiar przekonań, a nie konsekwencje ich treści.

Efektem poczynionych i weryfikowanych w toku książki założeń jest też inne rozumienie uprzedzenia, które w ujęciu Rokeach’a okazuje się być pojęciem psychologicznym i  uniwersalnym pod względem treściowym i kategorycznym (a nie dotyczącym np. wyłącznie nietolerancji kojarzonej z szeroko rozumianą prawicą polityczną) i wynikającej z umiejscowienia kontinuum podobieństwa-dystansu systemów przekonań, a nie cech socjologicznych (płci, pochodzenia etnicznego, etc.). Jest to podejście o kontrowersyjnych, ale i interesujących konsekwencjach. Jedną z nich jest to, że w takim ujęciu tolerancja rozumiana jest zawsze jako akceptacja bez względu na stopień podobieństwa systemów poglądów (czyli pełna akceptacja osób podzielających nasz system poglądów nie jest sama w sobie przejawem tolerancji, nawet jeśli mowa o osobach z grupy mniejszościowej).

Od oryginalnego wydania "Umysłu otwartego i zamkniętego" mija 59 lat, podczas których prowadzono dalsze badania w obszarze przekonań i wynikających z nich podziałów. Czy przez to książka Rokeach’a zdezaktualizowała się? Zbieżność przynajmniej części wniosków zawartych na jej kartach z możliwą do zaobserwowania na różnych obszarach społecznych polaryzacją postaw wydaje się wskazywać na to, że chyba nie do końca. Dlatego „Umysł otwarty i zamknięty” można z czystym sumieniem polecić wszystkim, którzy poszukują odpowiedzi na pytanie o to, co wpływa na nasze przekonania o innych ludziach - dostarczy tu nie tylko wielu materiałów pod ciekawe rozważania, ale będzie też stanowić ciekawy punkt odniesienia podczas dalszej eksploracji tematu.

Paweł Urban

Marcowa odsłona projektu W Związku z Rodziną w ramach SKN "Dialog" musiała to wykorzystać! Tym razem tematem prelekcji będą języki miłości.

Czy wszyscy kochamy tak samo?

Okazuje się, że każdy z nas może mieć inny dominujący język miłości, którym posługuje się, by dzielić się swoimi uczuciami. 

Pewnie nie raz zastanawiałeś/aś się, dlaczego partner/ka nie okazuje Ci tyle miłości ile byś chciał/a. A co jeśli właśnie pokazywał/a to, ale w inny, ważniejszy z jego/jej perspektywy sposób? 

Jakie są typy języków miłości? Czym się charakteryzują? 

Jak określić swój język, ale i partnera/ki? 

Czy inne typy oznaczają trudny związek? Jak wtedy funkcjonować? Czy warto się dopasowywać, czy wystarczy rozumieć?

I wreszcie - jak kochać i czuć się kochanym? 

🔜 Już 19 marca o godzinie 19.30 zapraszamy wszystkich zainteresowanych tematem na aulę Wydziału Psychologii przy ulicy Stawki 5/7. 

✔️ Spotkanie jest bezpłatne, ale obowiązują zapisy przez formularz:

https://docs.google.com/forms/d/1keALVvJidDrlOd1x5sQxge6aVXL1c3MVyRcJ89Iu0rs

🧔🏽 Tym razem na prelekcji mamy zaszczyt gościć Pawła Maciaszka - Prezesa Fundacji POMOCOWNIA i Stowarzyszenia SKAT, prawnika, mediatora rodzinnego, trenera biznesu, umiejętności psychospołecznych i grup ojcowskich. Pracuje z parami i młodymi małżeństwami. Prowadzi różnego rodzaju szkolenia. 

CÓRKA TRENERA

Sundance w polskim kinie - tak mówi się o drugim w karierze filmie Łukasza Grzegorzeka „Córka trenera”. Idąc na seans powtarzałam sobie „oby to nie był banalny film o apodyktycznym ojcu, który projektuje na dziecko pasję do sportu” i mimo, że w dużym, nieco krzywdzącym uproszczeniu film właśnie o tym opowiadał, wyszłam z kina z pełną satysfakcją,  a także tęsknotą do lata.

Córka Wiktoria (Karolina Bruchnicka) i Trener-ojciec Maciej (Jacek Braciak) to dwuosobowa rodzina, nietypowa nie tylko ze względu na liczbę członków, ale również charakter relacji. W centrum ich życia znajduję się tenis elegancki sport wymagający tysiąca godzin ciężkich i wykańczających ćwiczeń. Relację tych dwojga obserwujemy w lecie, kiedy podróżują swoim czerwonym vanem po Polsce i walczą o trofea. Mimo, że z początku świat tych dwojga wydaje się doskonały- ciepłe wakacje, beztroska, podróże, muzyka, przyjaźń, szybko okazuje się, że jest to tylko bańka, która ukrywa trud, cierpienie i ludzką niedoskonałość. Maciej jest człowiekiem bardzo wybuchowym, momentami wręcz agresywnym i impulsywnym. Jego życiową pasją jest sport, któremu poświęcił całe swoje życie, najpierw jako zawodnik, obecnie jako trener. Jego bycie  koncentruje się wokół tenisu począwszy od ścisłej diety i ćwiczeń po zawody i obsesję zwycięstw. Sport i ogromna duma przysłaniają mu własne problemy zdrowotne (Maciej potrafi biegać nawet z bólem kruszącej się łąkotki), ale również relację z najbliższą mu osobą,córką. Wiktoria jest 18- letnią dziewczyną, która żyje w cieniu ojca, posłusznie przyjmując jego cele życiowe za swoje własne. Osiąga sukcesy, jest dobrą zawodniczką, jednakże tenis nie jest dla niej nawet w czołówce listy rzeczy ważnych. Jako młoda kobieta  i adolescentka Wiktoria potrzebuje rówieśników, grupy odniesienia, w której mogłaby szukać swojej tożsamości, potrzebuje bezpieczeństwa w stałej relacji, czułości i akceptacji bez względu na niepowodzenia. Żadna z wymienionych potrzeb nie jest w jej życiu spełniana- jej pragnienia bowiem  nie istnieją, są tak samo nierealne dla jej ojca, jak i dla niej samej. Nieszczęście dziewczyny objawia się w jej stopniowym odsuwaniu się od sportu, dystymiczne zostawanie w łóżku, stresowe bóle brzucha, prowokowanie wymiotów, niechęć do wystąpień- żaden z tych widocznych symptomów nie jest dla ojca alarmem do podjęcia szczerej rozmowy z córką. Mimo, że dba on o jej zdrowie i stan fizyczny, jej potrzeby psychiczne są odrzucane, a Maciejowi brak kompetencji aby pomóc własnemu dziecku. Nie jest on człowiekiem zatwardziałym, kocha swoje dziecko najmocniej, ale jego ambicje przysłaniają mu rzeczy istotne. Sam w swojej miłości do sportu pozostaje człowiekiem samotnym, zapominającym o własnych potrzebach- przywiązania i bliskości z drugim człowiekiem.Co typowe dla adolescentów (adolescencja-okres trwający od 13 do 25 roku życia ) Wiktoria staje się coraz bardziej pozbawiona iluzji, nie tylko co do doskonałości swojego ojca, ale również uprawiania sportu. Chcąc zamanifestować własną niezależność dziewczyna wchodzi w relacje z chłopakiem, otwiera się na nowych znajomych, sięga po pierwszy alkohol, papierosa, budzi się w niej bunt, który jest szukaniem siebie, a także rozpaczliwym wołaniem o pomoc i zrozumienie. Dziewczyna po coraz większej krytyce ze strony ojca, wybuchach agresji i przemocy słownej, a także w wyniku własnej frustracji decyduje się zrezygnować ze sportu. Scena na peronie, w której Wiktoria żegna się z ojcem, jest dla mnie przełomowa, nie tylko ze względu na symboliczny wymiar szukania przez nią własnej drogi, ale również wewnętrzną przemianę Macieja, który zdaje sobie sprawę, że tym co napędzało go przez tyle lat była miłość do córki.

Film nie będzie przełomem w polskim kinie, ale może zająć miejsce w sercach wielu widzów. Urzekła mnie czułość i wyrozumiałość z jaką Grzegorzek traktuje swoje postaci i, nic dziwnego, że efekt jest tak wiarygodny ponieważ reżyser przyjął w filmie również rolę aktora. Atutem tego filmu jest bezsprzecznie rola życia Braciaka, który wspina się tutaj na wyżyny swoich aktorskich umiejętności.

Ocena: 7,5/10

Studenckie Koło Naukowe Psychoterapii DIALOG
Wydział Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego
ul. Stawki 5/7, 00-183 Warszawa
logotyp