logotyp

Working mums.

„Working mums” to serial opowiadający o trudach i blaskach macierzyństwa. Główne bohaterki to matki, które spotkały się i zaprzyjaźniły się na grupie wsparcia dla matek w Toronto, które niedługo kończą urlop macierzyński i mają wrócić do pracy. Są to Kate, Anne, Jenny i Frankie.

Kate (Catherine Reitman) to pracowniczka korporacji, która kocha zarówno swoją pracę jak i dziecko. Wracając do pracy musi mierzyć się z rywalizacją o awans (gdyż jej urlop macierzyński jest traktowany jako „zastój” w pracy) jak i niepokojem, że nie jest w stanie towarzyszyć dziecku przy wszystkich jego pierwszych próbach.

Anne (Danielle Kind) to psychiatrka i psycholożka, która pomaga innym ludziom, jednak sama zmagająca się z trudnościami w relacji ze swoją nastoletnią córką, Alice (Sadie Munroe) jak i nieplanowaną kolejną ciążą. Możemy zobaczyć jak jest to trudne dla niej, gdy nie ma siły i energii, gdyż niedawno urodziła już dziecko. Możemy zauważyć też jak odmienne są perspektywy jej i jej męża, Lionela(Ryan Belleville),  który cieszy się, bo zawsze chciał mieć wiele dzieci.

Jenny( Jessalyn Wanlim)to pracowniczka w pewnej firmie, która przeżywa dwa kryzysy- z jednej strony chce przestać ciągle zajmować się dzieckiem  a z drugiej strony widzi, że jej relacja z mężem, Ianem zmieniła się na gorsze. Jej mąż całą swoją pracę (jest scenarzystą) jak i życie prywatne skupia na ich córce nie widząc jednocześnie, że wpływa to na jego relacje z żoną.

Frankie (Juno Ruddell) to agentka nieruchomości, która wychowuje wspólnie dziecko z partnerką. W pewnym momencie można zauważyć jej nietypowe zachowanie- coraz częściej jest smutna, zachowuje się ryzykownie- wkłada głowę do basenu na dość długo, zanurza się na dość długo w wannie, nie umie opanować złości… Z czasem okazuje się, że cierpi na depresję poporodową.

Myślę, że warto się skupić na trzech wątkach.

Kate staje w pewnym momencie przed dylematem- czy przyjąć awans, na który pracowała latami i wyjechać z Toronto na 3.  miesiące czy zostać w starej pracy i z dzieckiem. Nie zdradzając co się wydarzyło w serialu myślę, że warto zwrócić na pewną rzecz uwagę- z jednej strony nie powinniśmy stygmatyzować/oceniać kobiet, które wybiorą pracę, z drugiej strony czy widzenie się z matką głównie przez Skype’a przez 3 miesiące nie ma wpływu na więź  między matką i niespełna rocznym dzieckiem?

Specyficzną więź  wytworzą między matką i dzieckiem nazywamy przywiązaniem (teoria przywiązania Bolwby’ego). Wytwarzanie więzi zaczyna się od narodzin dziecka i pełni kluczową rolę dla rozwoju emocjonalno- społecznego dziecka. Zaspokajanie przez matkę potrzeb zarówno psychicznych jak i biologicznych wpływa na wytworzenie ufnej, prawidłowej więzi i wpływa na późniejsze relacje interpersonalne dziecka. Aby była w stanie zaistnieć zdrowa relacja zarówno matka jak i dziecko muszą posiadać pewne kompetencje (dziecko- np. umieć wyrazić płacz a matka na niego odpowiedzieć) jak dostępność fizyczna i psychiczna matki. Około 1.  roku życia zaczyna się separacja i dziecko nie odczuwa aż tak silnej i ciągłej potrzeby kontaktu fizycznego z matką- dziecko zaczyna potrzebować więcej innego kontaktu- psychicznego tj. wspólnego spędzania czasu, zabaw. Jednak warunkiem poczucia bezpieczeństwa dziecka jest ciągła obecność fizyczna matki jak i jej gotowość do adekwatnego odpowiadania na potrzeby dziecka. Ciągły, odpowiedni kontakt dziecka z matką(opiekunem) zarówno w okresie niemowlęctwa i wczesnym dzieciństwie ma wpływ na prawidłowy rozwój psychiczny i ruchowy dziecka- np. na budowę poczucia pewności siebie i rozwój samodzielności.

Teraz możemy zauważyć jak trudny jest wybór między pragnieniami pracującej matki i dzieckiem. Dokonując wyborów warto mieć świadomość i wiedzę jak wygląda rozwój relacji dziecka z opiekunem.

Kolejny wątek to historia Annie. Jest ona psycholożką i psychiatrką, która przeżywa trudny okres w życiu. Jednak oglądając jej zachowanie w pracy z klientem miałam duże poczucie dyskomfortu. Po pierwsze nie powinna ona zajmować się leczeniem znajomej- Frankie, gdyż jest to nieetyczne. Po drugie, w momencie, gdy działo się coś ważnego między klientką (Frankie) i nią a jej córka im przeszkodziła (Annie miała gabinet prywatny w domu) zbagatelizowała problemy Frankie szybko przepisując jej leki i odesłała do domu, zamiast zaprosić np. na kolejną wizytę lub nie przekładać własnego życia prywatnego nad dobro klientki- to zachowanie również było nieetyczne. Kolejne problematyczne dla mnie sceny były związane z jej zachowaniem w stosunku do córki. Rozumiem, że miała trudności w kontakcie z dorastającą i buntującą się nastolatką, ale zachowywała się tak jakby nie miała podstawowej wiedzy psychologicznej i nie potrafiła zrozumieć, że jej dziecko nie jest „potworem” (zdarzało się jej użyć okropnych słów mówiąc o dziecku, to słowo jest dla przykładu), ale dorastającym człowiekiem.

Warto zwrócić uwagę również na historię Frankie. Depresja poporodowa, na którą cierpi bohaterka,   to choroba uniwersalna- cierpi na nią od 13% do 30% (O’Hara, Swain, 1996). Depresja poporodowa może pojawić się od kilku tygodni od narodzin dziecka do 12 miesięcy- tylko 10% kobiet doświadcza jej w 8. tygodniu po narodzinach a aż 22% w rok po narodzinach dziecka(Nylen, Moran, Franklin, O’Hara, 2006).  Kobieta cierpiąca na nią ma obniżony nastrój, przygnębienie przez większość dnia, nadmierną senność lub bezsenność, brak lub bardzo duży(w porównaniu z przeszłością) apetyt, trudności z zaśnięciem po nocnym karmieniu, wyraźny spadek zainteresowań, spadek lub brak odczuwania przyjemności z dotychczas przyjemnych aktywności, zmęczenie, słabą koncentrację lub problemy z podejmowaniem decyzji, myśli o śmierci czy myśli samobójcze.

Depresję poporodową od innych zaburzeń depresyjnych i afektywnych odróżniają specyficzne objawy związane z myślami  i emocjami o dziecku- martwieniem się stanem zdrowotnym dziecka czy opieką nad nim, poczucie bezwartościowości lub nieadekwatnie duże poczucie winy („jestem złą matką”).

Na koniec zadajmy pytanie- czy warto obejrzeć serial?

Warto, ponieważ  w większości wiarygodnie pokazuje on z jakimi problemami i dylematami zmagają się matki- od  work-life balance, problemy w relacji z partnerami/partnerkami po depresję poporodową. Kreacje aktorskie są wiarygodne a fabuła wciągająca. Długość odcinków jest również atrakcyjna, gdyż trwają one po ok. 20 minut. Oglądając serial warto jednak mieć z tyłu głowy, że trzeba podchodzić krytycznie do niego- i że w rzeczywistym świecie pewne zachowania są np. nieetyczne.

Na koniec podaję miejsca, w których matki mogą znaleźć pomoc w okresie okołoporodowym.

Lista pochodzi ze strony Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę.

Pomoc udzielana w placówkach tejże Fundacji:

  • Centrum Dziecka i Rodziny – Warszawa, ul. Walecznych 59, tel. 22 616 16 69
  • Centrum Pomocy Dzieciom – Starogard Gdański, ul. Hallera 19a, tel. 58 531 00 45
  • Centrum Interwencji Kryzysowej – Gdańsk, pl. Ks. Gustkowicza 13, tel. 58 511 01 21

A tu więcej miejsc, gdzie można uzyskać pomoc.

https://rodzice.fdds.pl/wiedza/gdzie-zglosic-sie-po-pomoc/

Źródła:

Test Marta Sajdak, psycholog Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej w Brzegu.

https://www.rodzicpoludzku.pl/Wiedza-o-porodzie/Depresja-poporodowa-jak-rozumiec-i-rozpoznawac-depresje-pojawiajaca-sie-po-porodzie-dziecka.html

Zdjęcie: CBC.ca

Jak duży jest Twój świat?

Film Pokój” (2015) w reżyserii Lenny’ego Abrahamsona luźno nawiązuje do prawdziwej historii Austriaczki Elisabeth Fritzl, która przez 24 lata była więziona przez swojego ojca Josefa Fritzla. W tym okresie mężczyzna wielokrotnie wykorzystywał ją seksualnie, w wyniku czego kobieta urodziła siedmioro dzieci. Jej najmłodszy syn miał sześć lat, gdy rodzina została wyswobodzona, a historia kobiety ujrzała światło dzienne. To właśnie ona zainspirowała Emme Donoghue do napisania powieści, na której opiera się fabuła filmu.

Tytułowy pokój to tak naprawdę starannie przygotowana i odizolowana od świata zewnętrznego szopa w ogrodzie oprawcy bohaterów filmu. W tym miejscu poznajemy zamieszkujących ją młodą matkę Joy (Brie Larson) i jej pięcioletniego synka o imieniu Jack (Jacob Tremblay). Ku zdziwieniu widza, relacja tej nietypowej rodziny nie odbiega zbytnio od normalności. W tym pozornie niesprzyjającym środowisku matka dba o swoje dziecko, najlepiej jak potrafi – opiekuje się nim, uczy, pilnuje, żeby regularnie się ruszało i dobrze bawiło. Czy możliwe jednak, aby dziecko prawidłowo się rozwijało bez jakiegokolwiek kontaktu ze światem?

Już na początku filmu widzowie poznają tajemnicę matki, dzięki której chłopiec wydaje się funkcjonować całkowicie normalnie. Jack okazuje się nieświadomy tragicznego położenia, w jakim znajduje się razem z matką. Chłopiec nigdy nie miał kontaktu ze światem zewnętrznym, więc rzeczywistość zamkniętego pokoju jest dla niego normą. Bardzo trafnym zabiegiem reżysera byłotutaj przedstawienie historii z perspektywy małego Jacka. Dzięki temu widzowie mogą skupić całą swoją uwagę na rzeczywistości znajomej bohaterowi, bez nieustannego powracania myślami do świata zewnętrznego. (świetne!) Wraz z biegiem filmu coraz lepiej poznajemy panujące w nim prawa. Poza pokojem nie ma prawdziwego życia. Prawdziwy jest pokój, Jack, jego mama i wszystko, co znajduje się w pomieszczeniu. Wyjątkowym elementem tej rzeczywistości jest postać Starego Nicka, który co jakiś czas przychodzi do mamy i zostawia jej różne prezenty. Joy jednak usilnie chroni chłopca przed kontaktem z mężczyzną, który zgodnie z podejrzeniami widza jest odpowiedzialny za uwięzienie bohaterów.

Zabiegi matki mają na celu nie tylko realną obronę syna przed zagrożeniem ze strony Nicka, ale są także pewnego rodzaju psychicznym mechanizmem obronnym, dzięki któremubohaterowie radzą sobie z obecną sytuacją. Zachowanie bohaterki przywodzi na myśl opisywane m.in. przez Annę Freud zjawisko tłumienia (supresji), należące do zaproponowanych przez Zygmunta Freuda mechanizmów obronnych. Mowa tu o strategiach umysłowych chroniących sprawność psychiczną człowieka w trudnych dla niego sytuacjach. Tłumienie w odróżnieniu od nieco bardziej popularnego wyparcia polega na świadomym i zamierzonym ignorowaniu nieprzyjemnych informacji. Możliwe, że dzięki tłumieniu myśli o świecie zewnętrznym i tragicznej sytuacji, w jakiej się znalazła, Joy łatwiej było przystosować się do życia w zamknięciu. Takie zachowanie nie świadczy jednak o słabości bohaterki, a wręcz wskazuje na jej dojrzałość i umiejętność przystosowania się do trudnej sytuacji.

Wszystko zmienia się w dniu szóstych urodzin chłopca, kiedy matka mówi mu, że pokój, w którym się znajdują, nie jest całym światem. Początkowo Jack nie potrafi pogodzić się z tą informacją, która burzy jego dotychczasową wiedzę o świecie. W jego głowie pojawiają się nowe pytania a zaufanie, jakim dotychczas darzył matkę, słabnie, poddając próbie ich relację. Jego zachowanie przywodzi na myśl freudowską fiksację, w której czasie dziecko świadomie rezygnuje z dalszego rozwoju, kojarzącego mu się z poczuciem niepewności i zagrożenia. Jack nie zgadza się z matką. Poznając prawdę, woli pozostać w znanej mu przestrzeni, która przez całe jego życie zapewniała mu poczucie bezpieczeństwa.

Czy po latach spędzonych w zamknięciu i odosobnieniu bohaterowie zdecydują się na pró ucieczki z pokoju? I czy po tym, czego doświadczyli, będą w stanie normalnie funkcjonować w rzeczywistym świecie?

Kluczowym czynnikiem dla powodzenia w obu kwestiach może być psychika bohaterów. Dzięki staraniom Joy chłopiec rozwijał się i uczył na temat rzeczy w jego otoczeniu, jednak wiedza, któdotychczas zdobył, nie jest wystarczająca do prawidłowego funkcjonowania w zewnętrznym świecie. Z kolei matka, którawciąż pamięta wydarzenia sprzed porwania, z pewnością będzie musiała zmierzyć się zarówno z utraconą przeszłością, jak i ostatnimi traumatycznymi doświadczeniami. W tej sytuacji jedną z konsekwencji może być wystąpienie u niej zespołu stresu pourazowego (PTSD), w Międzynarodowej klasyfikacji chorób ICD-10 opisywanego jako opóźniona lub przedłużona reakcja na traumatyczne wydarzenie i objawiająca się różnorodnymi, często poważnymi zaburzeniami psychicznymi.  

Film należy do grupy tych dzieł, które jeszcze długo po zakończeniu seansu pozostają w pamięci odbiorcy. Uwagę przyciąga zarówno trudny temat, zaczerpnięty z prawdziwej i tragicznej historii, jak i skomplikowany obraz psychiczny bohaterów, prezentujący widzom możliwe konsekwencje izolacji i doświadczenia traumatycznych wydarzeń. Na pochwałę zasługuje także gra aktorska bohaterów – Brie Larson, która za rolę Joy została nagrodzona Oskarem w kategorii najlepszej aktorki pierwszoplanowej, oraz młodego Jacoba Tremblaya, laureata nagrody Critics’ Choice w kategorii najlepszego młodego aktora. Trudno też nie zwrócić uwagi na scenografię, która ma duże znaczenie dla odbioru całego filmu. Wszystkie te elementy składają się na wyjątkowe odczucia w trakcie seansu, który z pewnością okaże się wyjątkowym doświadczeniem.

Żródła:

http://online.synapsis.pl/Slowniczek/Zaburzenie-stresowe-pourazowe-PTSD.html

Szczepanowski, R. (2015). Mechanizmy tłumienia niepożądanych odczuć i myśli w ujęciu metapoznawczym. Rocznik Kognitywistyczny, 8, 79–89.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Sprawa_Josefa_Fritzla


„Dom, który zbudował Jack” czyli twórcza destrukcja


Główny bohater, Jack (Matt Dillon) to inżynier i seryjny morderca z silnymi pedantycznymi nawykami. Zanim na dobre opuści miejsce zbrodni czuje przymus wielokrotnego sprawdzania czy zatarł ślady zabójstwa. W międzyczasie około dwunastoletniej kariery morderca snuje plany zbudowania idealnego domu, perfekcyjnego w każdym calu dzieła sztuki. Główną przeszkodą w realizacji tego marzenia jest brak odpowiedniego materiału.
Jako dziecko nasz bohater lubił leżeć na łące, patrzeć na ścinaną kosami trawę i męczyć małe zwierzątka. Tak wówczas, jak i w dorosłości, zgodnie z atrybucjami prawdziwego psychopaty, zbrodnie Jacka są niczym motywowane. Działa dosyć chaotycznie, a jego ofiarami są przypadkowe osoby. Główny bohater jak i reżyser zdają się uciekać od wszelkich prób znalezienia genezy morderczych skłonności. Kiedy jedna z postaci próbuje usprawiedliwić postępowanie Jacka pragnieniem bliskości, ten ją wyśmiewa. Bohater napędzany jest bowiem niepohamowaną chęcią destrukcji, w której doszukuje się aktu tworzenia.
W świecie przedstawionym przez Larsa von Triera pedantyczny Jack, pomimo nerwicy natręctw i nieudolności, zdaje się jedyną inteligentną osobą. Jego ofiary wręcz zasługują na śmierć ze względu na irytujący charakter, poddawaną w wątpliwość inteligencję czy nadmierną ufność. Zazwyczaj są to kobiety. Prezentowanie pań jako ofiar wiąże się z manipulacją naszą nieświadomością i czynieniem z mężczyzn widzów aktywnych, z kobiet zaś – biernych. Trudno nie zauważyć uproszczenia świata przedstawionego i spłycenia charakterystyk postaci drugoplanowych, definiowanych zazwyczaj jedną, negatywna cechą charakteru. Brakuje też bardziej dogłębnego spojrzenia na tożsamość mordercy, jego pobudek czy motywacji.
Po obejrzeniu powyższego filmu nasuwa się więc pytanie, gdzie przebiega granica między sztuką a tanią prowokacją? Wydaje się, że tym razem von Trier nie powiedział nic ważnego o kulturze jak i naturze człowieczeństwa – powiedział za to na tyle głośno, aby każdy zauważył.

źródło grafiki: film.interia.pl

RECENZJA: „Green Book”

 

Stereotypy, uprzedzenia, przyjaźń, muzyka lat 60. XX wieku, momenty śmiechu i wzruszenia, znakomita gra aktorska głównych bohaterów – czas na recenzję tegorocznego laureata Oscara w kategorii najlepszy film, czyli przed wami słów kilka o filmie „Green Book”!

 

Dynamiczna akcja, muzyka, przy której trudno powstrzymać się od tupania nogą w jej rytm, tajemniczy nastrój – reżyser postarał się, by od samego początku przyciągnąć uwagę i zaintrygować widzów. W pierwszych scenach  poznajemy jednego z głównych bohaterów. Tony Vallelonga to kwintesencja nowojorskiego wychowania połączonego z włoskimi korzeniami – temperamentny i mówiący wprost, nieprzebierający w słowach mężczyzna, który mówi to, co myśli i  nie dba o elegancję w sposobie wysławiania się.  Jego siłę zna wielu, ale to również kochający mąż i ojciec dwójki dzieci. W obliczu trudnej sytuacji finansowej zostaje szoferem  cenionego, ciemnoskórego pianisty Dona Shirleya – jego osobowościowego przeciwieństwa – eleganckiego, przestrzegającego zasad savoir-vivre’u. I choć na początku właśnie fakt koloru skóry doktora Shirleya odpycha Tony’ego, ostatecznie wyruszają razem w ośmiotygodniową trasę w głąb Ameryki, gdzie w wielu miejscach osoby o odmiennym kolorze skóry od białego są powszechnie dyskryminowane.

 

W ten sposób reżyser porusza temat uprzedzeń. W jednej ze swoich książek Bogdan Wojciszke przedstawia uprzedzenia jako „negatywny stosunek do członków danej grupy utrzymywany z tego powodu, że są jej członkami”. W filmie ukazana zostaje jedna z najczęstszych postaci uprzedzeń, jaką jest rasizm. Warto jednak zwrócić uwagę, że ten film pokazuje ten problem głębiej poprzez osobę, która wybiła się spośród swojej grupy. Kilka scen potwierdza to, co mówi nauka o uprzedzeniach jako negatywnym  stosunku emocjonalnym, który powoduje dyskryminację, która to przejawia się w konkretnych zachowaniach, jak na przykład początkowej pogardzie Tony’ego czy wielu ograniczeniach w kilku stanach odwiedzanych przez bohaterów podczas trasy koncertowej.

 

 

Ważny jest też wątek samotności. Reżyser kontrastowo podkreśla, jak różne są historie życia rozwiedzionego muzyka, któremu codziennie wieczorem towarzyszy alkohol i Tony’ego, którego rodzina we włoskim stylu trzyma się razem, okazując sobie uczucia. Przedstawiona historia pokazuje, że mimo że w życiu  każdego człowieka wiele jest wiele różnych trudnych sytuacji, to zawsze jest nadzieja na momenty radości, jeśli tylko zauważy się drugiego człowieka obok nas i da mu się szansę, by można było go poznać. Chociaż zjawisko zwane kategoryzacją społeczną pozwala nam funkcjonować w ogromie elementów rzeczywistości, to ważne jest, by  świadomie próbować nie kierować się stereotypami, a otwierać się na innych.

Wykorzystany motyw podróży symbolizuje zmianę w człowieku, jego poglądach, stopniowe dojrzewanie wraz z przemierzanym kilometrami. Tony i  Don wyruszają w długą drogę, podczas której każdy z nich zmierza się z tym, co w nich samych głęboko zakorzenione: swoją tożsamością, przekonaniami o sobie samych, drugim człowieku i innych grupach.

 

 

Cicha przyjaźń, która rodzi się między bohaterami, nie objawia się wybuchem emocji czy uznania,  ale porusza swoimi szczegółami: wzajemną wiarą w siebie, szacunkiem i świadomością, że – choć z trudem – jedna osoba robi coś dla drugiej, rezygnując z własnego uporu. To wzajemne poznawanie siebie nawzajem, swoich poglądów, wartości, a zarazem próba przyjęcia drugiego człowieka takim, jakim jest. Czy ten wspólnie spędzony czas wystarczy jednak, aby ostatecznie przełamać swoje opory, a ich przyjaźń nie wygaśnie wraz z zakończeniem trasy i powrotem do Nowego Jorku?

 

 

Znakomite kreacje bohaterów przez aktorów Viggo Mortensena i Mahershala Ali (który otrzymał Oscara w kategorii aktor drugoplanowy) są niewątpliwą zaletą tej pozycji. Kontrastowość, dialogi, ale przede wszystkim sposób ich zagrania przynosi wiele chwil wzruszenia i śmiechu, szczególnie gdy chodzi o gusta kulinarne czy naukę pisania romantycznych listów. Zwolennicy muzyki i kultury lat 60. XX wieku będą uradowani możliwością przeniesienia się w tamte lata.

 

Laureat trzech statuetek Oscara ma do zaproponowania o wiele więcej niż tylko bardzo konkretny, osobisty obraz uprzedzeń i budowania tożsamości siebie, również w kontekście grup, do których się należy.  Dlatego „Green Book” to film również o przełamywaniu siebie, poznawaniu drugiego człowieka, poszukiwaniu granic między byciem wiernym sobie a jednoczesnym otwieraniem się na kulturę i charakter spotkanego człowieka. Film składnia w ten sposób do refleksji nad własnym życiem i relacjami.  

Czy film zasłużył na Oscara? Ile widzów, tyle opinii, ale chyba wszyscy wychodzą  z sali kinowej z uśmiechem na twarzy i są zgodni wymienić przynajmniej jednym element, który zdobył ich serce. Dlatego z pewnością można stwierdzić, że to film warty polecenia, skłaniający do refleksji oraz bogaty w różnorodne sposoby przynoszenia widzom radości i większości nawet tych bardziej wymagających widzów przypadnie do gustu.

 

Źródła: Wojciszke, B. (2002).  Człowiek wśród ludzi. Warszawa: Scholar.

 

Źródło grafiki: https://www.google.com/search?q=green+book&client=ms-android-samsung&prmd=vin&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ved=2ahUKEwjH39T3-4ThAhUumIsKHfoUCPQQ_AUoAnoECAwQAg&biw=360&bih=559#imgdii=KISnQGhqAoPkLM:&imgrc=Hjw6FjQ-GrYLoM:

SKN „Dialog” ma przyjemność przedstawić recenzję książki „Umysł otwarty i zamknięty” Miltona Rokeacha. Jest to pierwsza nasza recenzja publikowana we współpracy z Wydawnictwem Naukowym PWN. 

UMYSŁ OTWARTY I ZAMKNIĘTY

Czy autorytaryzm nierozerwalnie wiąże się z jednym zestawem przekonań? Czy w obrębie tego samego zestawu przekonań funkcjonują ludzie bardziej „otwarci” i bardziej „zamknięciu”? Czy istnieje związek między tym, co uważamy, a tym, jak myślimy?

To tylko kilka z całego szeregu ważkich pytań, które stawia (i na które próbuje odpowiedzieć) psycholog społeczny Milton Rokeach w omawianej poniżej książce „Umysł otwarty i zamknięty” (PWN, 2018). Nie jest to nowy głos w dyskusji o naturze przekonań (wersja oryginalna ukazała się w 1960 roku), niekoniecznie jednak traci przez to na sile czy aktualności. 

Książka jest de facto poważną monografią dotyczącą systemów przekonań, napisana jest jednak bardzo przystępnie (w czym zapewne spory udział ma udany przekład autorstwa Pana Aleksandra Wojciechowskiego). Obcujemy więc z językiem żywym, ale przypominającym czasem - np. nielicznymi zwrotami typu "Murzyn" - że mamy do czynienia z tekstem kulturowo i społecznie osadzonym w pewnym stopniu w latach 60. ubiegłego stulecia. Pozostawienie tych nielicznych artefaktów, które dziś uznajemy za problematyczne, wydaje się o tyle uzasadnione, że wzbogaca książkę o dodatkowy kontekst pogłębiający interpretację stawianych w niej tez.

Część pierwsza to podwaliny teoretyczno-metodologiczne: autor przybliża pojęcie systemów przekonań, dzieląc je jednocześnie na otwarte i zamknięte (bardziej lub mniej podatne na zmiany). Wprowadza też pojęcie systemów przekonań negatywnych, czyli zbioru zestawów poglądów odmiennych od własnego systemu jednostki w stopniu określającym ich akceptowalność. Co interesujące, w ujęciu Rokeach’a systemy przekonań, w tym i tych negatywnych, niekoniecznie muszą, ale mogą być uporządkowane logicznie. Przykładem spójniejszego zestawu przekonań w ramach całościowego systemu może być przejęta z zewnątrz ideologia. 

W części pierwszej przedstawiono też dwa narzędzia, które będą wykorzystywane przy opisywanych dalej badaniach: Skala Dogmatyzmu (czyli trwałości całego systemu przekonań), oraz skala Opinii Bezkompromisowych (sprawdzająca stopień, w jakim kompatybilność poglądów innych ludzi wpływa na nasz stosunek do nich).

4 kolejne części to łącznie 17 rozdziałów dotyczycących badań empirycznych przeprowadzonych w celu weryfikacji założeń teoretycznych poczynionych przez autora. Szczegółowe omówienie każdego z nich wykracza poza zakres niniejszego tekstu, ale struktura rozdziałów empirycznych jest przejrzysta i pomyślana w taki sposób, by umożliwić czytelniczkom i czytelnikom dokładny wgląd w metodologię i przebieg omawianego badania, pozwalając jednocześnie osobie mniej zainteresowanej tymi aspektami na przeskoczenie do klarownego podsumowania wieńczącego każdy rozdział. 

Ostatnia, szósta część to podsumowanie całości - próba syntezy zaobserwowanych wniosków, zmierzenia się z ograniczeniami metodologicznymi i postawienia pytań badawczych na przyszłość. Na końcu, poza zwyczajową bibliografią, znajdziemy również Aneks zawierający kwestionariusze używane w omawianych badaniach empirycznych. 

Warto w tym miejscu wspomnieć o - zależnie od przyjętej perspektywy - najmocniejszym lub najsłabszym punkcie książki: autor podjął trud badania struktur systemów przekonań, celowo odsuwając na bok specyfikę wypełniających je treści czy kategorii. Zabieg taki wydawał mu się konieczny po to, by umożliwić swobodną eksplorację psychologicznych elementów wspólnych i różnych dla systemów przekonań dotyczących polityki, religii, filozofii czy nauki - kategorii nie istniejących na podstawowym poziomie psychologicznym i niejako na niego "nabudowanych".

Jest to również próba obiektywizacji naukowej zagadnień sztywności (zachowań, poglądów) czy dogmatyzmu (systemu przekonań) rozumianych jako wynik pewnego podejścia do przetwarzania rzeczywistości, obecnego się w różnych systemach przekonań i nie przypisanego wyłącznie do żadnego z nich. W świetle wspomnianych wcześniej artefaktów językowych można poddać w wątpliwość stopnień tej obiektywizacji, stawiając pytanie o to, czy nie jest to w praktyce emanacja systemu przekonań samego Rokeach’a - autor jest świadomy tego zarzutu i przyjmuje go z pokorą, zapewniając o swoich jak najlepszych intencjach, ale ostateczną ocenę pozostawiając jednak samym czytelnikom. Takie, a nie inne ujęcie tematu wydaje się w każdym razie uzasadnione o tyle, że przedmiotem zainteresowania jest tu psychologiczny wymiar przekonań, a nie konsekwencje ich treści.

Efektem poczynionych i weryfikowanych w toku książki założeń jest też inne rozumienie uprzedzenia, które w ujęciu Rokeach’a okazuje się być pojęciem psychologicznym i  uniwersalnym pod względem treściowym i kategorycznym (a nie dotyczącym np. wyłącznie nietolerancji kojarzonej z szeroko rozumianą prawicą polityczną) i wynikającej z umiejscowienia kontinuum podobieństwa-dystansu systemów przekonań, a nie cech socjologicznych (płci, pochodzenia etnicznego, etc.). Jest to podejście o kontrowersyjnych, ale i interesujących konsekwencjach. Jedną z nich jest to, że w takim ujęciu tolerancja rozumiana jest zawsze jako akceptacja bez względu na stopień podobieństwa systemów poglądów (czyli pełna akceptacja osób podzielających nasz system poglądów nie jest sama w sobie przejawem tolerancji, nawet jeśli mowa o osobach z grupy mniejszościowej).

Od oryginalnego wydania "Umysłu otwartego i zamkniętego" mija 59 lat, podczas których prowadzono dalsze badania w obszarze przekonań i wynikających z nich podziałów. Czy przez to książka Rokeach’a zdezaktualizowała się? Zbieżność przynajmniej części wniosków zawartych na jej kartach z możliwą do zaobserwowania na różnych obszarach społecznych polaryzacją postaw wydaje się wskazywać na to, że chyba nie do końca. Dlatego „Umysł otwarty i zamknięty” można z czystym sumieniem polecić wszystkim, którzy poszukują odpowiedzi na pytanie o to, co wpływa na nasze przekonania o innych ludziach - dostarczy tu nie tylko wielu materiałów pod ciekawe rozważania, ale będzie też stanowić ciekawy punkt odniesienia podczas dalszej eksploracji tematu.

Paweł Urban

Studenckie Koło Naukowe Psychoterapii DIALOG
Wydział Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego
ul. Stawki 5/7, 00-183 Warszawa
logotyp